Płyta: Maja Hyży „W Chmurach”.

Po płytę Mai sięgnęłam z czystej ciekawości. Osoby, które w jakiś sposób śledzą polski show-biznes, wiedzą, że jest ona byłą żoną Grzegorza Hyżego, którego debiutancka płyta sprzed roku, osiągnęła ogromny sukces. Chęć porównania sobie, tych dwóch płyt zwyciężyła. Jednak ja postaram się pokazać wam swoje zdanie, o tej płycie, bez patrzenia na działalność Grzegorza, ponieważ byłoby to niesprawiedliwe, w stosunku do obojga. Zapraszam.

Płytę „W Chmurach” otwiera miła melodia piosenki „Kawa”. Fajny, lekki klimat, niezbyt wymagający – dobry na wstęp. I na tym można by było zakończyć o początku. Niestety, nie daje mi spokoju tekst tej piosenki, który jest przegadanym miszmaszem. Mogę porównać to do zespołu Pectus, i moich wrażeń z ich płyty „Siła braci”, gdzie niby wszystko gra, a mimo to jak słucham większości piosenek, to nie wiem, o czym są. Podobnie jest w przypadku „Kawy”, gdzie słychać, że tekst nie jest wymagający, lecz jest tak przekombinowany, że nie sposób zrozumieć. Dopiero wraz z kolejnymi podejściami, coś zaczyna się klarować.

Kolejne cztery piosenki to popowe klimaty, z różnym efektem końcowym. Tekstowo wszystkie podobne, na średnim poziomie. Muzyka trochę ponad tekstami, nie porywa, nie zasmuca. Po prostu jedna wielka średnia, bez większych emocji. One przychodzą dopiero w balladzie „Łzy”. Początek jak z muzyki relaksacyjnej, kojarzony z Indiami, aśramą. Na szczęście Maja głosem przełamuje ten klimat, wychodząc przy tym na prosto. Jest to „inna” piosenka, na tle całej płyty. Warta uwagi, jednak zachwycać też nie ma się czym. Niemniej jest to jedna z lepszych kompozycji, na tej płycie.

Kolejne cztery piosenki – brak szału, emocji większych. Dopiero w piosence przedostatniej „Kiedy do mnie wracasz”, wprawia w jakieś emocje. I o tyle nie jest to zasługa tekstu (znów), a radiowego klimatu muzyki. Płytę zamyka piosenka „N.L.C.N.S.”, która sprawia wrażenie klamry. Tak samo jak na początku, tak i na końcu, panuje jeden, wielki chaos.

Płyta w końcowym efekcie nie zaskakuje. Jednakże jak na polskie realia, nie ma tragedii. Być może Maja miała złych doradców, lub po prostu nie wpisuje się w mój gust. Niestety tą płytą nie podbije rynku muzycznego. Jest przeciętna, jednak z jednej strony jest zbyt ambitna dla prostego słuchacza, a dla wytrawnych melomanów, za słaba. Do tego nie ma w niej niczego charakterystycznego. To owocuje tym, że nie polecam tej płyty szczególnie. Ja do niej na pewno nie wrócę, ponieważ nie odnalazłam tam zbyt wiele dla siebie. Ani w kwestii melodii, tekstu, ani emocji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s