„Przesunąć horyzont” Martyny Wojciechowskiej.

„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” – tymi słowami Wisławy Szymborskiej rozpoczyna się książka Martyny. Sam tytuł, oraz cytat wskazują na to, że jest to książka o ludzkim przesuwaniu granic. Pokonywaniu siebie w miejscu, które jest chyba do tego stworzone. W górach…

2014-12-30 11.28.43

Mówisz: Martyna Wojciechowska – myślisz, ta od rajdów, od „Kobiety na krańcu świata”, od TVNu. Ewentualnie, że redaktorka „National Geographic”, zdobywczyni Korony Ziemi. To właśnie o zdobyciu gór i przesuwaniu własnego horyzontu w nich, jest książka, o której tutaj chcę powiedzieć. A dlaczego chcę?

Bo to idealne pokazanie walki z samym sobą, bo to dążenie do marzeń, przedstawienie osoby publicznej w świetle, nie fleszy a himalajskiego słońca, bywającego nieprzyjaznym. To też dawka wiedzy o himalaizmie, górach, pokorze i cierpliwości.

Wojciechowska, podczas realizacji jednego z odcinków programu „Misja Martyna”, uległa poważnemu wypadkowi. Złamany kręgosłup, miesiącami przykuta do łóżka, do tego śmierć przyjaciela podczas owego wypadku. Wszystkie te czynniki spowodowały, że jako osoba poddała się. Leżała dniami i nie widziała sensu w życiu. Pewnego dnia zobaczyła dokument o Mount Evereście, co dało jej motywację. Odnalazła cel, który miał pomóc jej, w żmudnej rehabilitacji.

Udało się i Wojciechowska, po długiej rehabilitacji, wyszła na prostą. Wówczas zaczęła się jej walka o wyprawę na Mount Everest. Zbieranie ekipy, pieniędzy, czas. Przed przeczytaniem tej książki nie wiedziałam, że by wyruszyć na taką wyprawę, trzeba aż tylu pieniędzy, które liczy się w setkach tysięcy dolarów. Do tego multum formalności i biurokracji. Ale to dobrze, bo dzięki temu tylko najwytrwalsi w ogóle zaczynają, a najlepsi docierają na szczyt.

Cała przygoda zaczęła się, gdy wraz ze swoja ekipą, złożona z samych mężczyzn, stanęła pod szczytem, by zacząć walkę o szczyt. Opisuje to, co działo się w bazie, w obozach i podczas wędrówki. Jednak podaje nam to w bardzo dobrej formie. Pokazuje czego można się spodziewać w himalajach, czym jest aklimatyzacja. Pokazuje ludzkie historie i swoje emocje. Nie jest to opis, który skupia się na tym, że w dniu 12 przeszliśmy 700 metrów n.p.m. i noski nam odmarzły.

Wojciechowska pokazuje tam przede wszystkim siebie. Swoje emocje z tym związane, może dlatego, że jest kobieta. Obnaża się niejako, poprzez wypowiedzenie na głos, że przez dwa tygodnie nie myła włosów, w namiocie czuć jedzeniem, moczem i potem. Jednak znosi to mimo że wielu z nas traktuje ją jako piękną panią z TV. Za to właśnie obnażenie, w dobrym tego słowa znaczeniu, szacunek.

Największy szacunek i podziw za… pokonanie samej siebie. Pokazuje, że upartość i marzenia mogą działać cuda, że nie zawsze będziemy się podobać innym, szczególnie póki coś robimy. Udowadnia, że marzenia są realne… bo przecież są. Dlatego polecam te książkę. Nie tylko po to, by zobaczyć Panią z TV z innej perspektywy, ale po to, by zobaczyć i zainspirować się osobą, która zrobiła tak wiele, przede wszystkim we własnej głowie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s