Koncert: LemON

O Lemonie wspominałam już kilka miesięcy wcześniej, jednak wpis dotyczył płyty owego zespołu. Teraz przyszedł czas na opowieści z koncertu. Jako człowiek, który mocno trzyma się zasady „koncert weryfikuje zespół” nie mogło mnie nie być w Siemianowicach Śląskich…

 

Teoretycznie mogę stwierdzić, iż był to drugi koncert Lemona w moim życiu. Praktycznie uznaję go za pierwszy, z kilku przyczyn. Koncert w Katowicach, kilka miesięcy temu, był w plenerze, o zabójczej godzinie przedpołudniowej. A wszystko to było odziane w krople ciepłego deszczu… i masę dzieciaków. „Impreza” była zakończeniem roku szkolnego w jakiejś szkole podstawowej. Nie uznaję tego za koncert, bo zespół miał inne podejście, publiczność też nie należała do koneserów muzyki… ale miło było.

 

A w Siemianowicach było inaczej, pod względem paru istotnych aspektów: na koncert przyszły osoby, które tego autentycznie chciały (to cenię w koncertach klubowych najbardziej), była ograniczona ilość osób, co daje poczucie szeroko rozumianej intymności. W przypadku tego zespołu, jak żadnego innego, intymność muzyczna jest wskazana.

 

Mimo szczerej sympatii do muzyki jaką uprawiają, zespół mnie nie przekonał. Tutaj jasno mogę się przyznać, iż Lemona to ten przypadek, w którym liczy się dla mnie tylko muzyka – nie muzycy. Nie widziałam między nimi chemii, interakcji. A może byłam ślepcem? Do teraz ciężko mi to określić. Muzyka, płyta to poezja, zgranie, synchron… muzycy w kupie, na koncercie to mały rozjazd, gdzie w centrum stoi osoba Igora Herbuta.

 

No i tu trzeba poruszyć kolejny wątek – wokalisty. Igor Herbut to niewątpliwie człowiek-muzyka. Jest znakomitym wokalistą, chociaż niektórzy twierdzą, iż „wyje do mikrofonu”. Ja jednak zachowam opozycyjną stronę w tej kwestii. Poza wspaniałym wokalem, przejawia on również interesujący talent pisarski. Jego teksty są naszpikowane wrażliwością, przeżywaniem, prawdą, emocją. To idealna recepta na zdobycie serc rzeszy kobiet. A było widać te „zakochane serca” na koncercie.

 

Nie słowem wstępu, a końcem stwierdzam: warto było pójść na ten koncert nawet tylko po to, by zobaczyć kilku wspaniałych muzyków i usłyszeć ich dźwięki. Mimo iż ich muzyka była oderwana, każdy grał swoją partię, nie byli w moim odczuciu całością… to poważnie było warto. Naładowałam się emocjonalnie na najbliższe tygodnie a to czasem wystarczający powód.  

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s