Koncert: Ira.

Tak, po dłuższej nieobecności wracam! A jak? Mocno, rockowo, energetycznie… chyba. Swój powrót tu, łączę z wydarzeniem, które miało miejsce 22 listopada w Zabrzu. Był to koncert IRY.

 Było to moje trzecie starcie z owym zespołem. Trzecie, równam ze słowem najlepsze. Pierwsze było na jednym z sylwestrów, a jak wiadomo, na takich „imprezach”, po alkoholu, człowiek inaczej chłonie muzykę. Drugie spotkanie odbyło się w Wojkowicach, w kwietniu tego roku. Wojkowice same w sobie był rewelacyjne, lecz ja jako słuchacz niedomagałam. No i przyszedł listopad oraz Zabrze…

Podczas tej „celebracji” ich muzyki, mam wrażenie, że zrozumiałam sens, treść, przekaz tego zespołu. Nie wiem jak inaczej to nazwać. Wchodzi perkusista, basista, gitarzyści i zaczynają odprawiać pewne zdarzenie, które mogę nazwać wspaniałym. Następnie na scenę wkracza Gadowski i wówczas nikt nie ma wątpliwości, że zdarzenie, zwane koncertem, będzie wyjątkowe. Po kolei słyszymy ich hity, wkręcamy się, zaczynamy czasem nieświadomie śpiewać z nimi, potem skaczemy… wpadamy w jakiś trans.

Ale może od początku! Jako support wystąpił zespół In a House of Brick.Od początku mnie porwali, nóżka chodziła, ciało pływało w powietrzu. Zespół składa się tylko z trzech członków: gitarzysta, basisto-wokalista i perkusista, mimo to dają taką energię, że pozazdrościć. Moje prywatne ukłony kieruję do perkusisty. Dawno nie widziałam takiego wyczucia muzyki i oddania się jej. Niestety w krótkim koncercie tego zespołu, nawaliło nagłośnienie wokalisty. Totalnie nie było go słychać. Na szczęście muzyka nadrabiała.

Po tej smacznej przystawce, na scenę wjechało danie główne. Zagrali między innymi: Parę chwil, Szczęśliwa (piękna wersja), Ona jest ze snu, Nie daj mi odejść… i Styks, na który niezmiernie czekałam. Odkąd wyszedł ten singiel, po prostu jestem w nim zakochana. A gdy słyszę na żywo, to staje się wręcz dla mnie modlitwą. Każdemu, kto będzie miał okazję być na Irze, radzę mocno wsłuchać się w melodię, gitary… ja osiągam wówczas muzyczne spełnienie.

Niestety zabrakło, jak dla mnie, drugiej z kultowych piosenek – Mój Bóg. Tu już nie aż tak muzyka mnie zachwyca, ale tekst. Piosenka o Bogu, a raczej o rozpaczliwej chęci dostrzeżenia go. Bardzo mocno się z nią utożsamiam, chociaż mam wrażenie, że spora część naszego społeczeństwa to robi. Tylko niewielu się przyznaje do tej słabości, lecz nie o tym tu. Mój Bóg – symbol naszych czasów w wielkim skrócie, którego zabrakło w Zabrzu.

Na koniec nie można nie przywołać piosenki Bierz mnie. Kwintesencja starej IRY z lat 90. Rock’n’roll pełną gębą, bez nostalgii, przemyśleń… a mimo to porywa i daje kopa pomieszanego z uśmiechem na buźce. Nie ma się co oszukiwać, muzyka IRY nie jest przeznaczona dla 10 latków. I dlatego, podczas tej piosenki, mam wielką ochotę przenieść się do lat 90 i przeżyć koncert „tamtej” Iry. Śmiem twierdzić, że wtedy był szał totalny. To co zdarzyło się w Zabrzu, czy ogólnie koncerty Iry „dziś”, są spokojniejsze. Oczywiście nie znaczy, że gorsze. Nie mam porównania, więc nie pozostaje mi nic innego, jak zachwycać się tym, co jest dziś. I wam polecam również mocny zachwyt nad tym klasykiem, bo jest tego wart. 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s